#37

Długo nie publikowałem, ale mimo to, że już wcześniej rzadko to robiłem, chciałem odetchnąć. Odłożyłem na chwilę aparat. Zdawało mi się, że chyba za bardzo w to wszedłem, jak na hobbystę, no bo nim przecież jestem – fotoamatorem. Strata czasu i pieniędzy. Przecież tyle jest możliwości spędzania wolnego dnia, tak wiele potrzeb do zaspokojenia, prac do wykonania, pojawiająca się na horyzoncie rodzina do utrzymania – wszystko to wymaga środków, które wyrzucam w fotografię, na której już nawet regularnie nie zarabiam. Po to ona jest, prawda?

Nie.

Social media, komentarze, załączniki, oznaczenia… Przez jakiś czas myślałem, że zwiększając zasięg posta zwiększę swoje możliwości. Coś się zacznie magicznie dziać, a zdjęcia będą fajniejsze. Odrobinę poległem przed samym sobą, bo wpadłem w coś, co mnie zawsze bawiło. Za każdym razem jak publikowałem – zaczynałem śledzić statystyki. Niby nic złego – wiesz co się podoba… Ale skutki były głębsze. Zacząłem się zastanawiać ‚co zrobić, żeby zdjęcia trafiały do większej ilości osób?’ – taki jest cel, prawda?

Nie.

Zacząłem rozpoznawać, które zdjęcia będą się podobać jeszcze przed ich obróbką. Ba! Kilka razy selekcjonowałem bazując na internetowym potencjale, zamiast na walorach zdjęcia. Bo to nie mnie ma się podobać, tylko Tobie, prawda?

Ano… nie.

Ostatni rok dał mi do zrozumienia, że wszystko co tworzymy wymaga cierpliwości, pokory, poświęcenia i, co chyba najważniejsze, dojrzałości. W przeciwnym wypadku powstanie śmieć. Coś co nawet nam samym się nie spodoba. Coś do czego się nie przywiążemy, ani nie będziemy skłonni za tym stanąć.

Jeśli czujesz w tym pasję, jest to warte wszystkich poświęconych pieniędzy, to uczucie przy robieniu zdjęcia, otrzymaniu odbitki, ma się podobać Tobie, natomiast inni – nie muszą nawet być świadomi skutków Twojej pracy.

Bo nie zasięg ma być lepszy, tylko zdjęcia właśnie.