#35

Wyznania Anonimowego Fotografika – podejście trzecie.

Zatraciłem się…

I to w codziennych zajęciach – wiem, że coś jest nie tak jak być powinno, coś tu nie gra, ale nie do końca wiem co. Czegoś brakuje, czuję to wewnętrzne ssanie, nienasycenie, a wszelkie próby spełnienia tego „pragnienia”… spływają na niczym. Chcę coś stworzyć, ale nie wiem jak, ani co. Nie mam pojęcia jak wykorzystać proces, który zawsze był mekką dla zmęczonego codziennością człowieka. Pojawia się smutek, może lekki żal, że nikt, nawet bliski, nie potrafi Ci pomóc. Co tu robić? Wiele osób z tym walczy, ale żaden sposób chyba nie jest wystarczająco uniwersalny.

Dawno już nie sięgnąłem po aparat z pasją i zaangażowaniem. Nie mogłem znaleźć celu, żaden temat nie wydawał się odpowiedni do zrealizowania – wystarczająco treściwy. Mimo, że fotografia jest dla mnie ważna, jako pasja, jako wspomnienie, sposób samodoskonalenia – dlaczego więc nie chcę fotografować? Na nic maratony, fotospacery, projekty czy tytułowe „365 dni”…

Od jakiegoś czasu zastanawiam się „jak z tym walczyć?”. Znalezienie odpowiedzi trwało długo, ale każdy trop prowadzi do jednego wniosku – chcę ludzi. Chcę porozmawiać – z kimś kogo nie znam lub kogo dawno nie widziałem, z kimś kto pomoże mi przewietrzyć głowę – o sprawach ważnych. Pójść na wykład, spytać ludzi o esencję ich pracy, podzielić się z nimi tym samym, a na koniec zadać sobie pytanie „czy faktycznie o to chodzi?”. Chcę poznać ich historię, chcę mówić o swojej, dzielić się wątpliwościami, chcę być szczery.

Zatraciłem się też w fotografii. Na przestrzeni lat ścigałem się ze sprzętem, z doskonałością produkcji, szkoliłem się w obróbce, a teraz chcąc jechać na warsztaty fotografii zadaję sobie wspomniane pytanie – „czy faktycznie o TO chodzi?”.

Chyba nie – wszystkie te akcje prowadzą do odizolowania się od wszystkich. Robię zdjęcie dla siebie, dla siebie je obrabiam, dla siebie je chowam, dla siebie je wywołam. Zdjęcie jest puste, bez wartości, zdewaluowane próżnością. Jest pięknie, jest super, ale jest sztucznie.

Zmieńmy to – w końcu też tak masz.

Prawda?